Po niedawnej zmianie na stanowisku Ministra Sprawiedliwości, resort ten zrezygnował ostatecznie z planów zmiany obowiązującej ustawy antynarkotykowej, tak by złapany posiadacz nielegalnych używek mógł uniknąć sprawy w sądzie w zamian za wskazanie policji dilera, od którego je kupił (sic!). Nowy minister sprawiedliwości, Zgierzanin Krzysztof Kwiatkowski czerpiąc z najlepszych, orwellowskich wzorców zapewnia, że nigdy "takiej propozycji nie było".
Rządowe dokumenty temu przeczą. We wrześniu na stronie kancelarii premiera pojawił się opis założeń do projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Można w nich przeczytać między innymi, że "w projekcie powinien znaleźć się przepis dający prokuratorowi i sądowi możliwość zaniechania ścigania, w pewnych sytuacjach, osób posiadających nieznaczne ilości środków odurzających przeznaczonych na własny użytek, jeżeli pomogą organom ścigania w schwytaniu handlarzy narkotyków."
O pomyśle "wskaż dilera, unikniesz kary" głośno mówił jeszcze kilka miesięcy temu ówczesny minister sprawiedliwości Andrzej Czuma. - Dajemy prokuratorowi instrument prawny, że może on odstąpić od ścigania posiadacza niewielkiej ilości narkotyku, wykorzystując okazję trafienia przez niego do handlarza – podkreślał wtedy. A premier Donald Tusk dodawał: – Naszym wrogiem jest producent, diler, a nie ten, szczególnie młody, 16- czy 17-letni człowiek, który pierwszy raz po coś sięga – mówił na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu, na którym ministrowie przyjęli założenia do nowelizacji ustawy antynarkotykowej.
Rządowe projekty nowelizacji drakońskiej ustawy antynarkotykowej wywołały w swoim czasie spore poruszenie tak wśród osób zaangażowanych w różnorakie kampanie przeciwko narkotykom jak i wśród samych członków Zakonu Marii. Wiele osób miało nadzieję, że po latach represji obowiązująca od roku 2000 ustawa zostanie w końcu zmieniona tak, by posiadacze przeznaczonych na własny użytek używek nie musieli się już dłużej obawiać, że trafią do więzienia za posiadanie czegoś, co nie wyrządza szkody innym ludziom – i jak wskazują badania w większości przypadków również im samym. Szybko okazało się jednak, że przewidywana abolicja dotyczyć ma jedynie konfidentów, teraz zaś wychodzi na to, że żadnych planów liberalizacji prawa nigdy nie było – a ci, którzy o nich słyszeli padli ofiarą narkotycznych halucynacji. Tak więc wszystko zostaje po staremu, za jointa będzie można trafić za kraty.
Na szczęście w sklepach wciąż są dostępne, obłożone 60% haraczem na rzecz państwa, w pełni demokratyczne jady, takie jak wódka i papierosy – o ileż zdrowsze od nielegalnych narkotyków....
Na podstawie: Czarny Sztandar.






Komentarze